W pustyni i w puszczy, rozdział 31, str. 4 |
215
Księżyc wypłynął już wyżej na niebo, było przeto znacznie
widniej. Jednakże trudności rozpoczęły się zaraz, jak tylko chłopiec
zanurzył się w trawy, które wyrosły już tak wysoko, że i człowiek na
koniu mógł się w nich z łatwością ukryć. Nawet w dzień nie było w
nich na krok nic widać, a cóż dopiero w nocy, kiedy księżyc oświecał
tylko ich wierzchołki, a niżej wszystko pogrążone było w głębokim
cieniu. W takich warunkach łatwo jest zmylić drogę i chodzić w
kółko, zamiast posuwać się naprzód; Stasiowi dodawała tłumacz on line wszelako odwagi ta myśl, że naprzód obozowisko, ku któremu szedł, było odległe od cypla co najwyżej o trzy lub cztery mile angielski, a po wtóre, że dym ukazał się między wierzchołkami dwóch wyniosłych pagórków – zatem nie tracąc z oczu pagórków nie można było zbłądzić. Ale trawy, mimozy i akacje przesłaniały wszystko. Na szczęście co kilkadziesiąt kroków wznosiły się kopce termitów, wysokie niekiedy na kilkanaście stóp. Staś ustawiał ostrożnie strzelbę pod każdym kopcem, potem wdrapywał się na jego szczyt – i dojrzawszy wzgórza rysujące się czarno na tle nieba, złaził i szedł dalej. Strach go tylko brał na myśl, co będzie, jeśli chmury zasłonią księżyc i niebo, albowiem wówczas znalazłby się jak w podziemiu. Ale nie było to jedyne niebezpieczeństwo. Dżungla w nocy, gdy wśród ciszy słychać i każdy odgłos, każdy krok i niemal szelest, jaki robią owady łażące po trawach, jest wprost przerażająca. Unosi się nad nią lęk i zgroza. Staś musiał zważać na wszystko, nasłuchiwać, czuwać, rozglądać się na wszystkie strony, mieć głowę jak na śrubkach, a strzelbę gotową w każdej sekundzie do strzału. Co chwila wydało mu się, że coś się zbliża, skrada, przyczaja. Niekiedy znowu słyszał poruszające się trawy i nagły tętent uciekających zwierząt. Domyślał się wówczas, że spłoszył antylopy, które mimo rozstawionych straży śpią czujnie, wiedząc, że niejeden straszny płowy myśliwiec poluje w ciemnościach o tej porze. Ale oto coś wielkiego czerni się pod parasolowatą akacją. Może to skała, a może nosorożec lub bawół, który zwietrzywszy człowieka ocknie się z drzemki i rzuci się natychmiast do ataku. Tam znów za czarnym krzewem widać dwa błyszczące punkty. Hej! strzelba do twarzy. To lew! Nie!. W pustyni i w puszczy, rozdział 31, str. 4 tłumacz on line fragment 20 |
| 2008-10-23 09:17:17 |
Inne artykuły :
- Druk offsetowy
- Historia międzynarodowego rynku walutowego
- W pustyni i w puszczy, rozdział 6
- W pustyni i w puszczy, rozdział 11, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 24, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 31, str. 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 45, str. 3
- Drzwi i mechanizm zamykający
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 18
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIĄTA
- 69 gorących zabaw dla par
- Bądź swoim najlepszym przyjacielem
- Jaki kredyt?
- Dom bez mozołu, czyli fińska alternatywa